Spotkał się Pan z opinią, że Pol-Aqua to największe rozczarowanie tej jesieni (2008 r.) wśród firm budowlanych?
Tak. Ale całkowicie się z nią nie zgadzam. Zresztą z wydawaniem opinii poczekajmy jeszcze kilka miesięcy. Dekoniunktura w gospodarce dotknie przecież nie tylko nas. My byliśmy jednymi z pierwszych, którzy o tym powiedzieli.
Podczas gdy WIG-Budownictwo w ciągu ostatniego miesiąca stracił kilka procent, Pol-Aqua została przeceniona o około 60 proc. Inwestorzy byli bardziej wyrozumiali nawet dla Erbudu, który „popłynął" na opcjach walutowych...
Liczyłem się z tym, że odwołanie przez nas prognoz finansowych (w połowie listopada, przy okazji publikacji wyników za III kwartał – red. PARKIETU) zostanie negatywnie odebrane przez rynek. Spodziewałem się jednak mniejszej przeceny. Rynek ukarał nas zbyt surowo. Sądzę, że inwestorzy, wyprzedając akcje Pol-Aquy, kierowali się głównie emocjami i domysłami. Mieliśmy za sobą gorszy kwartał. Ale jako osoba doskonale znająca branżę i spółkę zapewniam, że sytuacja Pol-Aquy nie zmieniła się aż tak znacząco, jakby wskazywała nasza rynkowa wycena.
My – w odróżnieniu od wspomnianej spółki oraz kilku innych – nie mamy żadnych opcji walutowych. 86 proc. naszych kontraktów realizowanych jest w złotych, tylko 13 proc. w euro i około 1 proc. w koronach norweskich. Jeśli chodzi o kontrakty w walucie obcej, to w większości są one w sposób naturalny zabezpieczone przed ryzykiem kursowym, bo koszty także ponosimy w euro. Z kolei zabezpieczając się, stosujemy klasyczne transakcje forward. Tymczasem na rynku krążą plotki o tym, że my również „umoczyliśmy" na opcjach i padają pytania, kiedy się do tego przyznamy. Podkreślam więc: nas ryzyko kursowe nie dotyczy.
W przeciwieństwie jednak do Erbudu, który miał „wytłumaczenie" dla korekty prognoz, Pol-Aqua po prostu zwaliła winę na kryzys finansowy, nie konkretyzując, w jaki właściwie sposób uniemożliwia on wykonanie spółce założeń budżetowych.
Ponieważ konsekwencje tego kryzysu są trudne do przewidzenia, o czym świadczy chociażby zamieszczony w naszym prospekcie raport biegłego rewidenta na temat prognozy, w którym potwierdzono, że szacunki te oparte były na racjonalnych podstawach. Zresztą w samej prognozie wskazaliśmy, że zakładamy brak istotnych zmian w sytuacji makroekonomicznej. Czy 1,5 roku temu, gdy Pol-Aqua wchodziła na giełdę i publikowała prognozy, ktokolwiek przewidywał, że dziś będziemy mieć taki kryzys?
Niewątpliwie jedynie najwięksi pesymiści, jednak wykonanie prognoz powinno być monitorowane przez spółkę co kwartał. Inwestorzy tymczasem nie otrzymywali wcześniej żadnych sygnałów o ich ewentualnej korekcie. Wręcz przeciwnie. Jeszcze w połowie września zapewniał Pan, że prognozy zostaną wypełnione.
Wówczas zapowiadałem rychłe podpisanie nowych umów o wartości około 600 mln zł. Jednak dosłownie w przeddzień podpisania kontraktów kilku kluczowych inwestorów – w reakcji na wydarzenia na rynkach finansowych – poinformowało nas, że nie mają zabezpieczonego finansowania. Mogliśmy rozpocząć prace, ale właściwie musielibyśmy przez co najmniej pół roku kredytować naszych zleceniodawców. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić.
Czy założenie, że kontrakty podpisane jesienią tego roku zapewnią wykonanie tegorocznych prognoz, nie było naiwne? Przecież były to zapewne umowy o dłuższym terminie wykonania.
W tych akurat przypadkach część prac można byłoby wykonać jeszcze w tym roku [2008 – red. Biuletynu]. Przyczyną słabszych wyników za III kwartał nie był przy tym tylko brak nowych umów. Niestety, również część wcześniej zawartych kontraktów była uruchamiana później, niż zakładaliśmy – z przyczyn leżących po stronie zleceniodawców. Obecnie mamy w naszym portfelu kontrakty o wartości ponad 320 mln zł, których realizacja miała ruszyć co najmniej pół roku temu, a która dopiero się rozpoczyna. Gdyby nie te opóźnienia, to być może nie wykonalibyśmy prognozy w 100 procentach (w 2008 r. zysk netto miał wynieść 100,1 mln zł - red. PARKIETU), ale na pewno w dziewięćdziesięciu kilku. Proszę też pamiętać, że kiedy w sierpniu spotykaliśmy się po publikacji wyników za sześć miesięcy, nasze przychody wynosiły 0,5 mld zł wobec 240 mln zł po sześciu miesiącach 2007 r. Naprawdę wiele wskazywało, że idziemy w dobrym kierunku.
A teraz – Pana zdaniem – jaki procent pierwotnie prognozowanego zysku uda się spółce osiągnąć w 2008 r.?
Nie chcę podawać nowych prognoz. Oczekuję od członków zarządu Pol-Aquy i prezesów spółek zależnych, że zyski każdej z nich nie będą niższe niż w 2007 r. (w 2007 roku zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 50,2 mln zł - red. PARKIETU).
Pokusi się Pan o jakieś deklaracje, dotyczące wyników w przyszłym roku?
Priorytetem jest dla mnie bezpieczeństwo firmy, czyli utrzymanie jej stabilności finansowej i płynności. I to się udało. Co do wyników – będziemy szli ciągle w górę. Wolniej lub szybciej, ale w górę.
Jeśli chodzi o 2009 r., będziemy dążyć do tego, aby przychody wzrosły o około 20-25 proc. i obiecuję, że zrobimy wszystko, aby na poziomie zysku netto wzrost był znacznie wyższy. Okres dekoniunktury wykorzystamy na restrukturyzację, która przyniesie poprawę marż. Już w 2009 r. mocno okroimy koszty zarządu. Poszukamy też oszczędności na budowach. Doskonale się na tym znam, choć – przyznam, również w odpowiedzi na głosy inwestorów, z którymi spotykam się regularnie – w ostatnich latach koncentrowałem się na czymś innym. To się zmieni.
Kupiliśmy wiele firm. Rozpoczęliśmy przygotowania do restrukturyzacji. Zamierzamy odchudzić grupę.
Łącząc firmy zależne czy pozbywając się niektórych?
Mam na myśli jedno i drugie. Zgodnie z naszymi zapowiedziami, zamierzamy wyodrębnić cztery podstawowe ośrodki. Najbardziej zaawansowana jest planowana konsolidacja producentów konstrukcji stalowych. W naszej grupie są to Mostostal Pomorze i płocki Conex. Ponadto do Mostostalu przyłączony zostanie zakład w Częstochowie, będący teraz częścią Generalnego Wykonawstwa (GW nie jest odrębnym podmiotem, lecz raczej oddziałem Pol-Aquy; jest to przedsiębiorstwo przejęte na początku 2007 r. od Polnordu za 100 mln zł – red. PARKIETU).
Kiedy to nastąpi?
Chciałbym, aby w I kwartale przyszłego roku [2009 – red. Biuletynu]. Drugi ośrodek powstanie natomiast wokół opolskiego WPBK, które już jest właścicielem BS-WPBK i do którego zostanie przyłączony Kampol. Zastanawiamy się jeszcze, czy w jego strukturach powinien znaleźć się też południowy oddział Generalnego Wykonawstwa, którego siedziba też mieści się w Opolu. Jeśli stworzą go wszystkie cztery wymienione przedsiębiorstwa, powstałby podmiot o obrotach 200-210 mln zł rocznie, który byłby w stanie osiągać rentowność netto na poziomie 6-7 proc. Sądzę, że proces łączenia zakończyłby się w listopadzie 2009 r.
Przypomnę ponadto, że południowy oddział GW wywodzi się z dawnej Energobudowy. Ma on ważne referencje w energetyce i niewątpliwie będzie startował w zapowiadanych wielomilionowych przetargach w tej branży – zapewne nie samodzielnie, lecz jako podwykonawca lub konsorcjant.
Trzeci ośrodek, to budownictwo ogólne. W tym przypadku dopiero analizujemy, w jaki sposób najlepiej połączyć potencjał wykonawczy Vectry z doświadczeniem i referencjami z zakresu generalnego wykonawstwa oddziału „popolnordowskiego".
Skoro jesteśmy przy budownictwie ogólnym, to proszę powiedzieć, w jakim stopniu Pol-Aqua uzależniona jest od rynku mieszkaniowego?
W znikomym. Po przejęciu Generalnego Wykonawstwa przypięto nam łatkę, że jesteśmy mocno zaangażowani w mieszkaniówkę. Tymczasem jest ona dla nas źródłem tylko kilku procent przychodów. Chcę też podkreślić, że nie mamy najmniejszych problemów z płatnościami od inwestorów, dla których realizujemy projekty mieszkaniowe, głównie apartamentowe.
Wspomniał Pan o czterech ośrodkach...
Czwartym – a właściwie pierwszym, bo najważniejszym – jest oczywiście Pol-Aqua, która skoncentruje się na robotach inżynieryjnych i drogowych.
Czy restrukturyzacji grupy będą towarzyszyć próby jej wzmocnienia poprzez kolejne przejęcia?
W tej chwili nie planujemy akwizycji. Ostrożnie podchodzimy do tematu przejęć, gdyż naszym priorytetem jest bezpieczeństwo finansowe grupy. Ewentualne większe zakupy wymagałyby przeprowadzenia emisji akcji, a na nią na pewno się szybko nie zdecydujemy, skoro inwestorzy wyceniają nas z – moim zdaniem nieuzasadnionym – dyskontem w porównaniu z innymi firmami budowlanymi z GPW. Jesteśmy jednak elastyczni – jeśli więc trafi się dobra okazja kupna niewielkiej firmy wzmacniającej nasze kompetencje, to szybko podejmę decyzję.
Pol-Aqua wstrzymuje się z przejęciami, gdy wyceny firm poszły w dół. Była natomiast bardzo aktywna w czasie boomu. Kupowała spółki „na górce", przebijając niejednokrotnie oferty innych czołowych firm budowlanych. Czy wyniki osiągane teraz przez te przejęte spółki uzasadniają kwoty, jakie Pol-Aqua przeznaczyła na ich zakup?
Bez wątpienia tak. I to w każdym przypadku. Przykład: biorąc pod uwagę zarobek, jaki wypracuje w tym roku Vectra, współczynnik ceny do zysku wyniesie około 8.
Za Vectrę Pol-Aqua zapłaciła 70 mln zł, tak więc jej zysk netto wyniesie blisko 9 mln zł?
Oczekuję zbliżonej sumy. Ponad kilkanaście milionów powinno zarobić dla nas też Generalne Wykonawstwo.
A Mostostal Pomorze przejęty za 48 mln zł?
Przypomnę, że tyle zapłaciliśmy za 80 proc. udziałów. Oczekuję, że zysk Mostostalu w tym roku wyniesie – w części przypadającej na Pol-Aquę – ponad 6 mln zł.
Pozostało nam jeszcze "rozliczenie" najmłodszej spółki w grupie, czyli Teco.
Teco, które kupiliśmy za 17,5 mln zł, konsolidujemy od lipca. Przyniesie nam godziwy zysk – sądzę, że będzie się mieścił w przedziale 2-3 mln zł. Pamiętajmy przy tym, że prawdziwe perspektywy dla segmentu budownictwa bezwykopowego otwierają się od 2010 r.
Czy porządkowanie grupy będzie wiązać się ze zmniejszeniem zatrudnienia?
Nie. W Pol-Aquie pracuje ponad 1,6 tys. osób, a w całej grupie zatrudnionych jest przeszło 3 tys. pracowników. Dla wszystkich mamy pracę. Oszczędności znajdziemy gdzie indziej, m.in. redukując koszty ogólnego zarządu. Dotychczas, jak już przyznałem, nie poświęcaliśmy temu zbyt wiele czasu, gdyż go nie mieliśmy. Parliśmy do przodu.
Może zbyt szybko chcieliście awansować do pierwszej ligi?
Być może jest to trafna ocena. Nie ukrywałem i nie ukrywam, że chciałem, aby moja firma znalazła się w ścisłej czołówce krajowych firm budowlanych. Chcemy być mocną grupą, ale nie musimy być jedną z trzech największych już w tym roku [2008 – red. Biuletynu]. Jesteśmy w czołówce, to duże osiągnięcie. Choćby najprostsza analogia wskazuje, że nasze obroty przekroczą w tym roku miliard złotych. A przypomnę, że przed trzema laty byliśmy spółką o przychodach zaledwie około 130 mln zł.
Kilka dni po odwołaniu prognoz doszło do zmiany w zarządzie Pol-Aquy – Antoniego Szakołę zastąpił Andrzej Napierski. Czy szykuje Pan kolejne zmiany w ścisłym kierownictwie?
Odpowiem tak: na pewno zarząd wymaga wzmocnienia. Dodam, że rada nadzorcza w większym niż dotychczas stopniu będzie kontrolować jego działania oraz wspierać go w budżetowaniu i trzymaniu kosztów w ryzach.
W których – medialnie nośnych – przetargach startuje obecnie Pol-Aqua?
Walczymy oczywiście o budowę Stadionu Narodowego, którego I etap już realizujemy. Jesteśmy ponadto w II etapie przetargu na budowę kolektorów dosyłowych do stołecznej oczyszczalni Czajka – to w sumie inwestycja o wartości nawet 700 mln zł. Startujemy w wielu dużych przetargach drogowych. Jesteśmy partnerem w konsorcjum w przetargu na budowę centralnego odcinka II linii metra. Konsorcjum, którego jesteśmy liderem, jest także w II etapie przetargu na budowę Mostu Północnego, która zapewne pochłonie grubo ponad 1 mld zł.
Pol-Aqua i budowa mostów?
Dlaczego nie? Wbrew pozorom, budowa Mostu Północnego, mimo rozmiaru tego przedsięwzięcia, nie jest bardzo skomplikowanym zadaniem. Naszym partnerem w konsorcjum jest hiszpańskie Sando, dysponujące odpowiednimi referencjami. Łączna wartość ofert przez nas złożonych oraz przygotowywanych sięga około 7 mld zł.
Daje Pan do zrozumienia, że rynek wycenia spółkę zdecydowanie za nisko. Czy będzie więc Pan dokupywał akcji Pol-Aquy?
Na razie nie mogę tego zrobić, gdyż musiałbym ogłosić wezwanie. Ma to związek z akcjami, które nabyłem od Prokomu Investments (przypomnę, że po 72 zł, czyli czterokrotnie drożej, niż wyceniane są teraz) i które trafiały do mnie transzami […]. Jeśli minie okres „zamknięty", nie wykluczam zwiększenia zaangażowania do ponad 50 proc. (obecnie Marek Stefański ma 46,67 proc. udział w Pol-Aquie – red. PARKIETU).
Zapewniam, że nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować z kontroli nad spółką. To przecież moje dziecko...
Dziękuję za rozmowę.
<< powrót