|
BDO Spółki Giełdowe nr 1 (2) Styczeń 2009
A A A
Opcje a sprawa polska
(Autor: Krzysztof Jedlak, Źródło: Parkiet)
Akcjonariusze ponoszą największe ryzyko. Dlatego spółki giełdowe, w tym banki, powinny publicznie poinformować rynek o skali i aktualnych oraz przewidywanych efektach transakcji opcyjnych.
Już od kilku tygodni „Parkiet" (artykuł ukazał się 04.12.2008 - red. Biuletynu) informuje czytelników, a tym samym rynek finansowy (i media) o poważnych kłopotach polskich firm z opcjami walutowymi. Temat, jak się można było przekonać choćby podczas konferencji „Profesjonalny Inwestor 2008", zorganizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych cieszy się dużym zainteresowaniem nie tylko banków czy spółek, ale i - o czym chyba się zapomina - akcjonariuszy. Nie bez powodów.
Od razu twierdziliśmy bowiem, że skala problemu jest bez porównania większa niż mogłoby się wydawać na podstawie skąpych danych z kilku spółek. Że straty mogły ponieść nawet setki przedsiębiorstw, a gra toczy się o miliardy złotych, a może raczej euro. Od tego czasu systematycznie piszemy o kolejnych firmach, które popadły w kłopoty, a także o bankach, które mogą stać - jak słynny J.P. Morgan - lub stoją, jak Millennium, za ryzykownymi transakcjami. Od początku przytaczamy kontrowersyjne opinie jednych i drugich. A także kancelarii prawnych, które ostro zabrały się do roboty (i po stronie banków, i spółek). Odsłaniamy kolejne wątki, które powoli podejmują i nagłaśniają inne gazety, a nawet telewizja. W efekcie można już nawet mówić o medialnej burzy.
Pora więc na drobne podsumowanie.
-
Jeśli za transakcjami stał J.P. Morgan, wyjaśnienie jego roli - zwłaszcza w kontekście niekorzystnych dla Polski raportów o słabości złotego i złych perspektywach naszej gospodarki - jest koniecznym i pilnym zadaniem. To kwestia wiarygodności poważnych inwestorów finansowych, zwłaszcza zagranicznych, ale i bezpieczeństwa naszego systemu finansowego. Z tego punktu widzenia milczenie J.P. Morgan jest poważnym błędem. Ciekawe też, jak z problemem poradzi sobie polska administracja.
-
Jeśli ktoś ma pojęcie o skali problemu z opcjami (wielkości pozycji oraz zysków lub strat z nich wynikających), to banki. Nadzór bankowy czy może Związek Banków Polskich mogłyby pokusić się o szacunki. Taka informacja przydałaby się i firmom, i bankom, ale przede wszystkim akcjonariuszom jednych i drugich. Więcej: akcjonariuszom taka informacja się chyba po prostu należy (oni przecież ponoszą największe ryzyko). Ciekawe też, czy i kiedy otrzyma ją rząd.
-
Mogło się zdarzyć tak, że ryzykowne produkty były nachalnie wciskane mało wyrobionym spółkom, np. wieloletnim klientom banków. Trzeba by zbadać poczynania instytucji finansowych. Czy - przy wszystkich różnicach - nie było tu praktyk na wzór tych, o których godzinami mogliby opowiadać klienci funduszy inwestycyjnych. To jasne, że pewna zależność między rozumieniem ryzyka przez klienta i zdolnością do jego podejmowania a ryzykiem faktycznie towarzyszącym produktowi finansowemu musi być zachowana. W tę stronę zmierzają i nasze, i europejskie przepisy (MiFID).
-
Niewykluczone, że część spółek uwierzyła licznym analitykom i ekonomistom wieszczącym ciągłe umacnianie się złotego, i uważała, że ryzyko jest tylko teoretyczne. Ich błąd. Możliwe nawet, że niektóre z nich, zaślepione tą wiarą, zawierały transakcje o ryzyku przekraczającym zarówno zdrowy rozsądek, jak i zdolności przedsiębiorstwa do obsługi opcji. W takim razie pytanie, kto się godził na spekulacyjne operacje (zarząd?, rada nadzorcza?, właściciele?) i kto za nie odpowiada. Jakie wnioski i jakie konsekwencje wyciągnięto. Na razie żadna ze spółek nie udzieliła wyczerpujących odpowiedzi na te pytania. Nie wiedzą, co to takiego corporate governance i zarządzanie kryzysem?
-
Wszystkie spółki giełdowe lub wchodzące do giełdowych grup kapitałowych, w tym także banki, powinny publicznie poinformować rynek - swoich akcjonariuszy (to postulat płynący ze wspomnianej na wstępie konferencji) o skali i aktualnych, ale też przewidywanych efektach transakcji opcyjnych. Inaczej trudno im będzie przekonać inwestorów, że dochowały obowiązków informacyjnych.
-
Ciekawe, kiedy o sprawie dowiedział się nadzór finansowy i jaka jest jego wiedza na ten temat. Niezwykle ważna byłaby dla rynku jego opinia, że np. wszystko jest zgodne z prawem i nie budzi kontrowersji, a banki i spółki muszą po prostu zjeść tę - no właśnie, jak dużą? - żabę, albo że np. sposób oferowania produktu przez banki lub zawierania transakcji przez firmy budzi wątpliwości (jakie?). To jest ważne także dlatego, żebyśmy mogli ocenić, jaka jest zdolność nadzoru do „szybkiego reagowania" na zupełnie nowe problemy rynkowe.
-
Zanim wywołany i analizowany przez „Parkiet", a w ślad za nim przez inne media, temat przyschnie, warto się też zastanowić nad wnioskami, które płyną z nowych doświadczeń. Zgadzam się, że opcje to nie są polskie subprimes. Ale tak samo jak subprimes w USA w pewnym sensie obnażają słabości naszego rynku. A może nie?
<< powrót
|
|
SUBSKRYPCJA |
Chcesz otrzymywać najnowsze informacje o naszych szkoleniach? Zapisz się!
|
|